Alpaki, pomoc starszym, która zanim się zaczęła, może się skończyć

Dom opieki jest tak unikatowy w skali Polski, że materiał na jego temat przyjechała zrobić Telewizja Polska. Ale gmina nie kwapi się do partycypowania w kosztach jego utrzymania, foto: Andrzej Padniewski

Zapraszamy – tutaj mamy alpaki. Pan Mariusz Kokot doskonale wie, co jest największą atrakcją jego zagrody. Gdy oprowadza nas po Domu Dziennym Seniora, jego żona, Anna idzie kilka metrów za nami. Ma ze sobą zabrane z domu owoce i warzywa. Pomogą nam zwabić płochliwe zwierzęta.

Autor: Andrzej Padniewski
Napisano 31 maja 2019

Alpaki pochodzą z okolic pogranicza Peru i Chile. Żyją w Andach. Są zatem przyzwyczajone do “europejskich” temperatur.

Małżonkowie opowiadają o zwierzakach z pasją. Pani Ania tłumaczy za to, że mimo spokojnego usposobienia, alpaki nie lubią być głaskane.


Alpaki – pierwsze takie w naszej gminie

W zagrodzie państwa Kokotów są trzy wyjątkowo sympatyczne i fotogeniczne zwierzaki.

Chętnie podchodzą i jedzą z dłoni drobno posiekane marchewki i jabłka. Jednak próba “podziękowania” poprzez głaskanie nie wchodzi w grę. Zwierzęta momentalnie się płoszą, a na otwartej przestrzeni natychmiast odskakują.

Szybko biegają? – pytam.
Bardzo szybko – odpowiada właściciel.

Dom opieki dziennej

Alpakami, ale też dwoma kozami i stadem kur, opiekują się od marca nie tylko gospodarze. W Nowej Wsi Lubińskiej został zorganizowany – drugi w Polsce – dom dziennej opieki dla seniorów na terenie gospodarstwa rolnego.

Pierwszy taki dom powstał w województwie zachodniopomorskim i – jak się dowiadujemy – już zbankrutował.

Jeździłem rano busem odbierać osoby starsze z okolicy. Spędzały one u nas czas do godz. 16. Jeden pan na początku bał się przyjechać. Był przyzwyczajony do samotnego siedzenia w domu. Po paru wizytach, gdy widział zbliżającego się busa na jego twarzy pojawiał się uśmiech.

AUTOPROMOCJA

Inny wiekowy polkowiczanin tak zadomowił się u państwa Kokotów, że do ich dzieci zaczął zwracać się “wnuki”.

Wszystkie te alpakoterapie, zooterapie czy agroterapie to zbędna nowomowa. Niektórym daje satysfakcję, pozwala ścigać się w internetowych wyszukiwarkach. To mało istotne, o wiele ważniejsze jest to, że osoby starsze znalazły dom i gospodarstwo, w którym świetnie się czuły.

Dom pełen młodzieńczej energii – najmłodsza z córek państwa Kokot biega po podwórku od trzepaka do piłki, na której stojąc obiema stopami potrafi utrzymać równowagę. Jest gwarno, radośnie. Jak w domu.

Obiecanki cacanki ratusza, a seniorów brak

Słuchamy opowieści o seniorach, ale jakoś ich nie widzimy.

Lada dzień projekt może zaraz upaść.

Zainwestowaliśmy oszczędności, bo burmistrz Puźniecki obiecał nam dofinansowanie bądź pomoc w pozyskaniu środków zewnętrznych. Niestety, gdy wszystko wystartowało jego zastępca, pan Greń powiedział, że w tym roku na środki nie mamy co liczyć.

Dom seniorów mógłby działać w strukturze wolnorynkowej. Aby tak się stało potrzebna jest marka, pozycja na rynku, którą państwo Kokot chcieli wypracować dzięki współpracy z gminą. Dzienny koszt pobytu jednej osoby to 70 zł. Przy połowicznym obłożeniu. Miejsc jest 30.

Państwo Kokot chcieli się rozwijać, stworzyć miejsca noclegowe dla seniorów. Myśleli o półkoloniach dla dzieci. Takie były plany.

Rzeczywistość je zweryfikowała, wkrótce będą musieli zwrócić alpaki, największą atrakcję gospodarstwa przeznaczonego dla seniorów. Nie mają pieniędzy na zapłacenie drugiej, ostatniej raty.


Radna Helena Woźniak nie tylko karmi zwierzęta, ale i pomaga ośrodkowi, na ile może

Bez wsparcia ośrodek kuleje

Jadąc do ośrodka szukamy banera informującego o tym miejscu. Na próżno. Nie ma nawet oznaczeń na płocie.

Wieś niezbyt przychylnie patrzy na inicjatywę państwa Kokot.

Mawia się, że to wieś prywatna. Kilka rodzin, które mieszkają w Nowej Wsi od drugiej wojny światowej decyduje o wszystkim. O zebraniach nawet nie informują – na tablicy ogłoszeń pojawiają się informacje, ale wówczas, gdy jest już po zebraniu.

Faktycznie: gdy na miejsce przyjechała ekipa TVP Wrocław, aby zrealizować materiał o zagrodzie i Domu Dziennym Seniora operator kamery wykonując zdjęcia terenu – jak się okazało – należącego do sąsiad – po kilku sekundach spotkał się z nieprzyjaznym wzrokiem sąsiada państwa Kokot.

Kokotowie to “przyjezdni”. Pochodzą z regionu, wcześniej mieszkali jednak w Szklarach Dolnych. Tam z kolei przeprowadzili się po wielu latach spędzonych na obczyźnie.

Mieszkali w Niemczech, w Dortmundzie, tam też urodziła się ich najmłodsza córka. Pan Mariusz jest budowlańcem. Jak sam mówi, nauczył się fachu podczas powodzi w 1997 roku, gdy po prostu ruszył na pomoc mieszkańcom.

Teraz chce pomóc starszym. Ale poszukiwanie sprzymierzeńców kiepsko mu idzie. Nie ma sojuszników ani we wsi, ani w gminie.

Poprzednia władza – zwrot wytrych

Przez wiele lat inicjatywy społeczne były albo tłamszone, albo wymagały posiadania odpowiednich “pleców”. Osoby spoza kręgu władzy miały marne szanse na pozyskanie środków z gminnej kasy.

Teraz miało być inaczej. Niestety zamiast spełnienia obietnic w kółko pada argument, że “za poprzedniej władzy”. Dopiero w dalszej części zdania definiuje się problem, którego nie chce się, lub nie da się, rozwiązać.

Podobnie jest w przypadku Domu Opieki Seniorów. Obrazuje to taka sytuacja.

Ekipa TVP przygotowuje reportaż. Na miejscu jest Roman Tomczak, rzecznik magistratu.

Reporterka TVP dopytuje: – Czy inicjatywa może liczyć na pomoc gminy?
– Poprzednia władza… zaczyna Tomczak.


Rzecznik magistratu przed kamerami TVP

I oczywiście z powodu poprzedniej władzy Tomczak przekazuje informację, dlaczego pieniądze nie trafią do Domu Opieki Seniorów. Bo – by podkreślić, powtórzmy to jeszcze raz – poprzednia władza pozostawiła ogromne zadłużenie.

Znamy ten mechanizm z sesji rady miejskiej. Poprzednia władza zostawiła bałagan w edukacji. Ostatnio, podczas kryzysowej sytuacji wynikającej z podtopienia Sobina przez rzeczkę Kalina także – jak powiedział burmistrz Puźniecki – poprzednia władza nie zadbała o gospodarkę wodną.

Materiał TVP Wrocław trafi zapewne także do ogólnopolskiego wydania wiadomości rolniczych. Bo ośrodek, choć boryka się z problemami finansowymi, jest unikatowy w skali kraju.

Pomóc starają się polkowiczanie, którzy w najbliższym czasie zorganizują koncert charytatywny z licytacją na rzecz ośrodka. Odbędzie się on 22 czerwca na terenie Polkowickiego Centrum Piknikowego. Przygotowują go, między innymi, członkinie stowarzyszenia One. Przedmioty na licytację przekazuje wiele osób. Pomaga także Helena Woźniak, radna PiS z pobliskiego Jędrzychowa.

Niestety do dnia koncertu, alpak w Nowej Wsi Lubińskiej może już nie być.

Udostępnij tekst klikając jeden z poniższych przycisków:

 

Skomentuj tekst tutaj

Pin It on Pinterest

Dzień Dobry Polkowice