#ChodziOŻycie: Gmina doświetli przejścia, zamiast je przebudować

Gmina zamiast przebudowywać przejścia, aby były bezpieczniejsze, dostawi do nich oświetlenie, foto: polkowice.eu

Gmina Polkowice doświetli przejścia dla pieszych, choć to nie oświetlenie, a nadmierna prędkość jest przyczyną znacznej większości wypadków. 

Autor: Andrzej Padniewski
Napisano 19 września 2019
Tekst powstał w ramach promocji akcji #ChodziOŻycie, która ma na celu poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach. Jest pierwszym tekstem w tym cyklu.

W całej Polsce ruchy miejskie zapoczątkowały akcję Chodzi o Życie. Akcja ma na celu wytworzenie skutecznego lobby na zmiany w prawie mające na celu zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych na drogach. A ich liczba rośnie – 873 osoby zostały śmiertelnie potrącone przez kierowców w 2017 roku.

873 osoby to nie tylko statystyka, co idealnie pokazuje poniższy film promujący podobną akcję w Australii. Zapytany o akceptowalną liczbę ofiar na drogach mieszkaniec tego kraju wskazał na 70. Pokazano mu zatem 70 osób.  

Statystyki są nieubłagane: to nadmierna prędkość samochodów jest główną przyczyną wypadków. Zasada szczególnej ostrożności przy dojeździe do przejścia dla pieszych to teoria: 85 proc. kierowców przekracza prędkość na przejściach dla pieszych w terenie zabudowanym.

Dla jasności, bo oczywiście wielu kierowców wskazuje na to, że piesi są sami sobie winni, bo wgapiają się w telefony – otóż i to się zdarza. A będąc precyzyjnym – bo szczegółowy raport upubliczniło Ministerstwo Infrastruktury – dokładnie 5 proc. pieszych używa telefonów

AUTOPROMOCJA

 Ruchy miejskie lobbują za zmianami w prawie prowadzącymi do między innymi pierwszeństwa pieszych już przed przejściem dla pieszych. Przepis ten obowiązuje… praktycznie wszędzie w Unii Europejskiej, tylko nie w Polsce.

Doświetlenia i wyniesione przejścia w Polkowicach

I tutaj pojawia się ogromna rola… samorządów. Te mogą mimochodem, mimo ustaw, wprowadzić infrastrukturę niejako wymuszającą kierowców do zwolnienia i wpuszczenia pieszych.

Gmina Polkowice zaczęła to robić w mikroskali już w poprzedniej kadencji. Wystarczy przejść się wyremontowaną ulicą Ratowników by zobaczyć podwyższone (wyniesione) przejścia dla pieszych. 

W tej kadencji takie samo powstało na ul. św. Sebastiana. Miejska strona tak informowała o tej inwestycji:

Wyniesione przejście dla pieszych jest doskonałym rozwiązaniem na mniejszych, lokalnych ulicach. Zmusza ono kierowców do zdjęcia nogi z gazu, co skutkuje znaczącą poprawą bezpieczeństwa pieszych.

za: polkowice.eu

Zdanie drugie to prawda. Podwyższone przejścia zmuszają kierowców do zdjęcia nogi z gazu.

Pierwsze zdanie to idealny przykład… braku odwagi. To rozwiązanie nie jest idealne dla „mniejszych, lokalnych dróg” (bo po nich praktycznie nie poruszają się samochody). Jest dobre… dla szerokich, głównych arterii miasta. I to tam – bo tam jeżdżą setki samochodów na godzinę i przechodzą setki pieszych powinny takie przejścia dla pieszych powstawać.

Tymczasem urzędnicy za 168 tys. zł jedynie je doświetlą. Wiele śmiertelnych ofiar wypadków przechodziło przez doświetlone – niczym bożonarodzeniowa choinka – przejścia dla pieszych. W grudniu 2018 roku w Toruniu na ul. Grudziądzkiej zginęły na nim dwie osoby – matka z córką. Kierujący samochód znacząco przekroczył prędkość. 

Ten sam powód – znaczne przekroczenie prędkości – było powodem śmiertelnego potrącenia na tym samym przejściu dla pieszych w sierpniu tego roku. 

Na podwyższonych przejściach nikt prędkości nie przekracza, bo urwałby swoje zawieszenie.

Oczywiście gmina jest bogu ducha winna wariatom za kółkiem. Jedyne pytanie, jakie powstaje dotyczy tego, czy zrobiła wszystko, by im przeciwdziałać z należytą starannością.

I nie tak, że „w Polsce się nie da”. Da się. Inne miasta to nawet robią.

W trakcie kampanii wyborczej Łukasz Puźniecki, obecnie burmistrz Polkowic publikował zdjęcia z inwestycji w Jaworznie, w woj. śląskim. Miasto to jako pierwsze stara się zrealizować (z rewelacyjnym skutkiem!) tzw. wizję zero, a więc wprowadzenie infrastruktury drogowej praktycznie uniemożliwiające rozpędzenie pojazdów na terenie miasta do poziomu mogącego powodować niebezpieczeństwo u wszystkich uczestników ruchu.

No, ale od wyborów dzieli nas rok. Doświetlamy drogi. A do męskich decyzji władzom po prostu brakuje tego, co Hiszpanie określają mianem cohones

Wolniej nie znaczy… wolniej?

Kierujący pojazdami niech się oburzają – fakty są takie, że polskie drogi są trzecimi najniebezpieczniejszymi w Unii Europejskiej. Ostatnio znajomy przyjechał z Anglii, pospacerował ze mną i zapytał:

A czemu tutaj wszyscy jeżdżą tak, jakby się chcieli zabić?

W Anglii, we Francji kierowcy rozumieją jedno: jadąc ciągle 20-30 km/godz czasem dojedziemy szybciej, niż robiąc skoki – 70-0-70 km/godz. 

Popatrzcie na tę prostą grafikę Roba Trapell’a, Brytyjczyka mieszkającego w Polsce, działacza społecznego na rzecz poprawy bezpieczeństwa pieszych. 

Czas przejazdu na obu obrazkach jest identyczny. Jak sam niejednokrotnie podkreślał, górny obrazek pokazuje, jak samochody poruszają się po angielskich miastach. Dolny obrazek to przykład miast polskich.

Kierowcy niech nie wieszają psów na miejskich aktywistach – bo nikt nie chce działać przeciwko nim – akcje te tylko pozornie mają im „utrudnić” życie. W praktyce jednak – co pokazują przykłady miast zachodnich – prowadzą do zniwelowania korków w mieście i znaczną poprawę bezpieczeństwa.

Bo tutaj chodzi o życie. 

Nasz portal popiera akcję #ChodziOŻycie, dlatego też temat bezpieczeństwa drogowego będzie gościć na naszych łamach z tym hasłem
Skomentuj tekst tutaj

Pin It on Pinterest

Dzień Dobry Polkowice